Witamy na stronie Królewskiego Pruskiego Regimentu Piechoty Alt Kreytzen. Zapraszamy do zapoznania się z nami i naszą działalnością. Będziemy starać się informować na bieżąco o wszystkim, co się u nas dzieje.

W imieniu Regimentu
Krzysztof Czarnecki, Lieutenant Erste Classe


kontakt: Krzysztof Czarnecki
tel: 603 244-245
e-mail: regiment@altkreytzen.org.pl










19 maja, Świdnica, Sprzątanie Fleszy Nowomłyńskiej
25 - 27 maja, Chojnów i Biała, biwak z okazji 199 rocznicy bitwy pod Chojnowem (Haynau, 26.05.1813)
2 czerwca, Strzegom - Dobromierz, przemarsz z okazji 267 rocznicy bitwy pod Strzegomiem i Dobromierzem
3 czerwca, Świdnica, Piknik Historyczny "Dotknij Historii"






14 maja 2012

Z okazji 270 rocznicy bitwy pod Chotusicami (7.05.1742) oddziały armii austriackiej i pruskiej spotkały się w pałacu w Usobi, około 50 km na południe od pola bitwy, które obecnie zajmuje wojskowe lotnisko. Do Usobi dotarliśmy już o zmierzchu, rozbiliśmy namioty na pałacowym trawniku i dzień się skończył. Jeszcze tylko wieczorne Czechów i Polaków rozmowy i poszliśmy spać.

W sobotni poranek obudził nas deszcz. Od siódmej lało z krótkimi przerwami do dziewiątej. O dziesiątej oddziały wymaszerowały do centrum wsi, już bez deszczu, ale nadal było pochmurnie i ponuro. O czternastej rozpoczęła się pierwsza akcja - broniliśmy mostu przed pałacem. Nieprzyjaciel, posiadający dużą przewagę liczebną zepchnął nas do pałacu, a rozpaczliwy, ostatni kontratak zakończył się całkowitą klęską. Dwie godziny później odnieśliśmy sukces - starcie w parku skończyło się klęską Austriaków, którzy ponieśli wielkie straty w walce ogniowej. Wieczorem zaczęło się przejaśniać, zrobiło się dość sympatycznie, ale chłodno. Na kolację otrzymaliśmy po kawałku pysznie przyrządzonego świniaka z rożna. W pałacu rozwinęła się impreza, a my zagościliśmy w miejscowej Hospudce u Kasny.

Noc była bardzo zimna, dzień wstał podobnie zimny, lecz słoneczny. Zebraliśmy się dość sprawnie i koło jedenastej wyruszyliśmy w drogę. Zwiedziliśmy po drodze Caslav i Chotusice, czyli miejscowości związane z bitwą. Około 17.00 dotarliśmy do domu.

Impreza, choć malutka, była bardzo fajna. Ugoszczono nas dobrze, jadła i napoju było pod dostatkiem. Trochę słabo wypadła bitwa o mostek - ale to ze względu na mało atrakcyjne otoczenie i współczesne naleciałości cywilizacyjne.

zdjęcia: Herr Lieutenant, Agnieszka

12 maja 2012

Podczas Międzynarodowych Targów Turystycznych TOURTEC 2012 w Jeleniej Górze projekt serii monet, złożony przez Sudeckie Towarzystwo Rekonstrukcji Historycznej otrzymał główną nagrodę w konkursie, organizowanym przez Mennicę Sudecką i Lokalną Organizację Turystyczną "Księstwo Świdnicko - Jaworskie" i będzie realizowany przez Mennicę Sudecką.

Projekt zakłada stworzenie serii czterech monet pod nazwą Talarów Śląskich, nawiązujących do wydarzeń wojny siedmioletniej. W 1762 r. wokół Świdnicy rozegrała się seria bitew, które przesądziły ostatecznie o pokonaniu Austriaków i przejściu Śląska pod panowanie pruskie. Były to bitwy pod Strugą (Adelsbach, 6.07.1762), Burkatowem i Lutomią (Burkersdorf und Leutmannsdorf, 21.07.1762), Piława (Peilau, zwana też bitwą pod Dzierżoniowem - Reichenbach, 16.08.1762) oraz oblężenie Świdnicy (Schweidnitz, 23.07 - 9.10.1762). W bieżącym roku obchodzić będziemy dwieście pięćdziesiąte rocznice tych wydarzeń.

Monety będą nawiązywały wyglądem do talarów pruskich z mennicy we Wrocławiu, dodatkowo w opisie znajdzie się informacja, jakiej rocznicy moneta dotyczy. Mennica Sudecka przeznaczyła na ten cel 10 tys. zł.

10 maja 2012

Kolejne zdjęcia z Güstebieser Loose: Agnieszka

30 kwietnia 2012

Kolejne Manewry Wiosenne w Güstebieser Loose upłynęły pod znakiem wyjątkowo upalnej pogody. Wysoka temperatura dokuczała już w piątek. Do obozowiska dojechaliśmy już o zmroku, ostatnia grupa rozstawiała namioty po ciemku. Wieczór był ciepły i przyjemny, co sprzyjało towarzyskim kontaktom przy ogniskach.

Plan na sobotę nie był napięty, jednak wysoka temperatura od rana dawała się we znaki. Tego dnia z Słubicach zanotowano 32,5 stopnia Celsjusza, co było najwyższą temperaturą kwietnia od wielu lat. O dziewiątej rano wyruszyliśmy w stronę przeprawy promowej, aby przeprawić się przez Odrę na polską stronę. Tam przez półtorej godziny trwały ćwiczenia pododdziałów w musztrze z bronią i manewrach. Krótko po jedenastej oddziały przepłynęły w powrotem na niemiecką stronę i udały się w kierunku obozu. Nasza grupa zabawiła jeszcze trochę czasu z turystami, których wielu zjechało nad Odrę podziwiać widoki.

Po powrocie do obozu zostało niewiele czasu do inscenizacji potyczki. O czternastej oddział pruskie starły się z atakującymi wojskami saskimi. Walka była zacięta i zakończyła się zwycięstwem armii pruskiej. Upał sprawił, że wszyscy byli bardzo zmęczeni i z zadowoleniem udało się na posiłek i odpoczynek. Wiele osób zapadło w drzemkę. Dopiero po osiemnastej temperatura spadła na tyle, że można było jakoś funkcjonować. Odbyła się jeszcze druga, ponadplanowa potyczka, a po niej już tylko wszyscy korzystali z uroków życia obozowego.

W niedzielę od rana już tylko pakowanie bagaży i nieco po dziesiątej wyruszyliśmy w drogę do domu. Po drodze Herr Lieutenant z gemajnem zwiedzili pole bitwy pod Kijami (Kay, 23.07.1759).

zdjęcia: Herr Lieutenant - Güstebieser Loose, Herr Lieutenant - pole bitwy pod Kijami.

23 kwietnia 2012

Milicja Fortu Le Boeuf oraz jeden angielski osadnik wzięli udział w imprezie "Manewry Francusko - Indiańskie" pomiędzy Žumberkiem a Chrastem koło Pardubic. Do Chrastu, w pobliżu którego miał być obóz francuski, dotarliśmy bez większych problemów, jednak obozu w miejscu, gdzie miał być, nie było. Przeszukanie krawędzi lasu nic nie dało, ani obozu, ani dymu, ani żadnych odgłosów, sugerujących obozowanie. Przez głowę przemknęła myśl, że pomyliliśmy miesiąc (nasz kwiecień to po czesku duben, a ich květen to nasz maj). Udaliśmy się więc w stronę obozu angielskiego, którego również nie znaleźliśmy, jednak udało się skontaktować z jednym z organizatorów i ostatecznie dotarliśmy do obozu francuskiego, a dochodziła już północ. Tyle, co zdążyliśmy rozstawić namiot, lunął deszcz.

Rano nadal lało, ale zaczęliśmy się powoli zbierać. Przepakowaliśmy się do marszu, a zbędne bagaże trafiły do auta. Około ósmej zaczęło wychodzić słońce i zrobiło się ciepło, trzeba było ruszać w drogę. Było nas dość sporo - 7 milicjantów, nas trzech (wśród nas jeden lojalista w roli jeńca) i około 10 Indian. Zaraz po wyruszeniu podzieliliśmy się na dwie grupy - Indianie ruszyli na zachód, my na południe.

Po dojściu w pobliże angielskiego obozu trzeba było już dyskretnie się przekradać, abyśmy nie zostali spostrzeżeni. Sytuację utrudniał brak kontaktu z Indianami oraz nieznajomość lokalizacji obozu. Jednak krótko po przekroczeniu rzeki milicjanci natknęli się na angielski patrol i rozpoczęła się strzelanina. Nasza trójka postanowiła obóz okrążyć i zaatakować z drugiej strony, jednak zostaliśmy dostrzeżeni. Lojalny wobec króla Jerzego angielski osadnik niezwłocznie uciekł do swoich, a my we dwójkę próbowaliśmy jeszcze podejść do obozu, ale zostaliśmy otoczeni przez przeważające siły i pojmani. Po jakiejś godzinie nadeszli Indianie z resztkami milicji, ale wskutek przewagi liczebnej przeciwnika również ulegli. Ostatecznie na koniec akcji rozstrzelano czterech milicjantów, przy czym zwyczajowym barbarzyństwem wykazali się rangersi, dobijając rannych i skalpując poległych, których na koniec jeszcze pogryzł pies.

Trzeba było jeszcze jechać po auto i około 17.00 przystąpiliśmy do obozowania. Namiot, ławka, stół, jedzenie,dobre piwo i piękna pogoda sprawiły, że było to miłe ukoronowanie udanego dnia.

fotki: Christoph, David, Scyll, Scots, Mysak, Ave77, Alchy.

1 kwietnia 2012

W Niedzielę Palmową IR Alt Kreytzen zawitał z do Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach koło Opola na Festyn Wielkanocny. Pogoda nie była zachęcająca - rano w Opolu było biało. Śnieg padał już wieczorem, w nocy dopadało. Zebraliśmy się jednak bohatersko i przed dziewiątą byliśmy w skansenie. Tam o dziwo śniegu nie było, nawet świeciło słońce. Rozstawiliśmy namioty, ustawiliśmy ekspozycję i ... przyszły ciemne chmury i sypnęło śniegiem. I tak jeszcze dwa razy. Z czasem zaczęło wiać, krótko po piętnastej namiot ekspozycyjny trzeba było rozebrać, a broń wyłożyć po prostu na stołach. Mimo, że od południa było już cały czas słonecznie, to jednak nadal mokro i zimno.

Z racji pogody ludzi było znacznie mniej, niż w poprzednim roku. W dodatku miejsce, które wybraliśmy, choć najlepsze do naszych celów, znajdowało się na końcu ekspozycji, a wiele osób kończyło zwiedzanie na głównej alejce i do nas nie docierało. Opady spowodowały, że alejki były pokryte błotem, co skutecznie odbierało ochotę do spacerowania. Mimo trudnych warunków wytrwaliśmy aż do końca imprezy, udało nam się nawet poćwiczyć niektóre elementy musztry.

Zdjęcia: Herr Lieutenant, Agnieszka.

31 marca 2012

Sobotę tydzień przed Świętami wielkanocnymi postanowiliśmy poświęcić kolejnej rocznicy bitwy pod Małujowicami. Zebraliśmy się w Małujowicach pod kościołem około 11.00. Od rana popadywało, ale początek marszu odbywał się przy ładnej i słonecznej, choć wietrznej pogodzie. Udaliśmy się drogą przez pole bitwy w stronę Pępic. Z każdą chwilą warunki marszu były coraz gorsze, nieużytki pozostałe po terenie wojskowym są trudne do przebycia. Po kilkudziesięciu minutach zaczęło intensywnie padać, i to deszcz z czymś w rodzaju gradu. Nasze schronienie pod sosenką okazało się wątpliwej jakości i porządnie zmokliśmy.

Po deszczu ruszyliśmy dalej, przekroczyliśmy Potok Pępicki i weszliśmy na jedną z dróg wojskowych, która wyprowadziła nas za Przyleski Potok, a więc już za pole bitwy. Pogoda znowu się pogarszała, więc zaczęliśmy się rozglądać za dogodnym miejscem na ognisko. Znaleźliśmy takowe przy nasypie nieczynnej linii kolejowejz Brzegu do Strzelina, który osłaniał nas od dokuczliwego wiatru.

Gdy zaczęliśmy zbierać chrust na ognisko, lunęło drugi raz. W ciągu kilku minut kompletnie zmokliśmy. Nawet koniec deszczu nie pomógł, jeszcze kilka minut lało się z drzew. Z niemałym trudem rozpaliliśmy ognisko, za pomocą krzesiwa, kory brzozowej i pruskich map wojskowych, oraz porządnie suchego pnia dzikiego bzu, który w tych nadzwyczaj uciążliwych warunkach uratował nam ognisko. I jak już się najedliśmy, wysuszyliśmy kurtki i chlebaki i zebraliśmy się w drogę - lunęło trzeci raz. Nie było jednak wyjścia - nasypem kolejowym poszliśmy w stronę Małujowic. Po przekroczeniu Potoku Pępickiego na szczęście przestało padać i polnymi drogami doszliśmy do głównej ulicy, skąd doszliśmy do wsi. Dość szczęśliwie zakończyliśmy marsz - tyle, co wsiedliśmy do aut, lunęło po raz kolejny, ze śniegiem i gradem i lało całą drogę do Opola.

Zdjęcia: Herr Lieutenant.

19 marca 2012

Po raz kolejny milicja fortu Le Boeuf wybrała się na patrol w okolice Barda i Kłodzka. Do Barda dojechaliśmy pociągiem i wyruszyliśmy w południową część Gór Bardzkich. Weszliśmy najpierw na obryw, następnie na Kalwarię na Górze Bardzkiej. Bardzo strome i długie podejścia dały się mocno we znaki, gdyż byliśmy obciążeni bagażami i prowiantem na dwa dni. Od Kalwarii było lżej, gdyż dalsza trasa była bardziej płaska, jednak z każdym kilometrem sił było coraz mniej, a toboły były coraz cięższe. Po dotarciu na Przełęcz Łaszczową (ok. 8 km) urządziliśmy dłuższy odpoczynek połączony z posiłkiem, składającym się z kiełbasy i sera. Z powodu zmęczenia i dość późnej pory zrezygnowaliśmy z dalszego marszu w stronę Podzamka i udaliśmy się w kierunku Kłodzka, z zamiarem rychłego rozbicia biwaku.

Po przejściu około kilometra wypatrzyliśmy łąkę i ok. 17.00 z wielką ulgą zrzuciliśmy bagaże. Rozbiliśmy namiot i wkrótce po zmierzchu położyliśmy się spać - dość silny, zimny wiatr nie zachęcał do dłuższego przesiadywania. Noc była bardzo zimna, a namiot przewiewne, więc porządnie wymarzliśmy i z niejaką ulgą krótko po piątej rano wstaliśmy szykować się do wymarszu.

Po śniadaniu udaliśmy się w kierunku Kłodzka, w Wojciechowicach odwiedzając tamtejszą Kalwarię. Początkowo chcieliśmy zwiedzić fort na Owczej Górze, jednak i tym razem zwyciężyło narastające zmęczenie i obolałość od ciężkich bagaży. Krótko po dotarciu do Kłodzka wsiedliśmy do pociągu i rozjechaliśmy się do domów.

Patrol odbył się przy pięknej, wiosennej pogodzie. Sobota i niedziela były słoneczne i bardzo ciepłe, jednynie noc była zimna - ale przecież była to ostatnia niedziela zimy. Okolica jest przepiękna, trasy atrakcyjne i poza niektórymi odcinkami łatwe i wygodne do marszu, widoki wspaniałe. W sumie zrobiliśmy ok. 17 km. - 9 km w sobotę i 8 km. w niedzielę, co może nie jest wynikiem imponującym, ale jak na milicję kolonialną - wystarczającym.

Zdjęcia: Christoph, David, Charlotte.

5 marca 2012

Obchody rocznicy bitwy pod Braszowicami zaczęliśmy w piątek wieczorem w Bardzie Śląskim. Po zakwaterowaniu w schronisku wymaszerowaliśmy w kierunku obrywu skalnego, niestety zalegający na ścieżce lód spowodował, że nie dotarliśmy nawet do drugiej kapliczki drogi krzyżowej. Próba obejśia lodowca również była nieskuteczna, ostatecznie dotarliśmy tylko do reliktów zameczku zburzonego w XV w., mniej więcej w połowie planowanej trasy.

W sobotę od rana była piękna, słoneczna pogoda i lekki mróz. Podjechaliśmy pociągiem do Suszki, skąd polną drogą ruszyliśmy do Pawłowic. Mało ambitne tempo i liczne przerwy spowodowały, że do Barda doszliśmy już o zmroku, mimo niedługiej i niezbyt trudnej trasy. Trochę drogi nadrobiliśmy przy omijaniu kopalni koło Grochowa. Wszelkie niedogodności rekompensowały jednak piękna pogoda i wspaniałe widoki. W Braszowicach zapaliliśmy znicz ku pamięci poległych, przy krzyżu przed kościołem.

Niedziela już w okrojonych składzie zaczęła się wyjątkowo sennie. Ruszyliśmy co prawda planowo w trasę, lecz z każdą chwilą robiło się jeszcze bardziej sennie i ziewająco, a przy tym mimo słońca zimno - wiał niezbyt silny, lecz przenikliwy wiatr. Ostatecznie zrezygnowaliśmy dojścia na szaniec i wróciliśmy na stację, skąd kolejno ruszaliśmy do domów.

zdjęcia: Corporal, Karolina

15 lutego 2012

Dla uczczenia 302 rocznicy urodzin króla Ludwika XV patrol milicji Fortu Le Boeuf wybrał się na patrol w okolice Ząbkowic. Do Braszowic dojechaliśmy autobusem, oszczędzając sobie kilku kilometrów marszu szosą. Początkowo pogoda była ładna, chwilami słonecznie, dość ciepło, śniegu ok. 10 cm, lekki wiatr. Ruszyliśmy w stronę Stróżnika, na dwa szańce znajdujące się na jego wschodnich zboczach. Następnie przełęczą między Stróżnikiem a Grochowcem udaliśmy się w stronę Fortu Grochowskiego. Gdy mijaliśmy przełęcz, roztaczały się z niej piękne widoki na kotlinę Brzeźnicy i Góry Bardzkie, zdecydowaliśmy jednak, że postój fotograficzny zrobimy w drodze powrotnej, jednak w międzyczasie zachmurzyło się i zaczęło mocniej dmuchać, więc wracając nie było co fotografować.

Dalej szliśmy przez las na północ od Grochowca na szaniec tarnawski. W lesie nie dało się we znaki pogorszenie pogody. Na szańcu rozpaliliśmy ognisko, upiekliśmy kiełbasę i ser. Tam już zaczął padać śnieg. Ale prawdziwy hardkor zaczął się dopiero, jak wyszliśmy z lasu na drogę do Tarnawy. Dostaliśmy od razu cios wichurą. Na początku wiało nam skosem w plecy. Na drodze było nawiane pół metra zasp, część drogi szliśmy przez pole, bo było mniej śniegu. A potem już wiało w twarze, dopiero w samych Ząbkowicach trochę zelżało. Buty, kamasze mokre na wylot. Na plecach, czapkach - warstwa zlodowaciałego śniegu. Nie dało rady nawet zrobić zdjęcia. Gdy dochodziliśmy do krajowej ósemki, przejeżdżał pług śnieżny. Trzy minuty po jego przejeździe nie było już ani śladu odśnieżania.

W sumie przeszliśmy ok. 16 km, z tego 4 kilometry w śnieżycy i wichurze.

Zdjęcia z patrolu: Christoph

11 lutego 2012

Delegacja regimentu udała się do Chojnowa, gdzie w tamtejszym Muzeum Regionalnym odbyło się spotkanie w sprawie inscenizacji bitwy pod Chojnowem, która miała miejsce 26 maja 1813 r. Gospodarzem spotkania był dyrektor muzeum Jerzy Janus, a udział wzięli m.in. burmistrz Chojnowa Jan Serkies, oraz wójt gminy Chojnów (na terenie której miała miejsce bitwa) Mieczysław Kasprzak. Ustalono między innymi zakres działań przygotowawczych do przyszłorocznej inscenizacji, oraz obecność oddziału w roku bieżącym, jako zapowiedź tego wydarzenia.

Zdjęcia z pola bitwy: Krzysztof.

6 lutego 2012

Na początku roku wydawnictwo NapoleonV wprowadziło do sprzedaży książka Jeana Colina "Piechota w XVIII w. Taktyka". Wbrew dość ogólnemu tytułowi książka jest poświęcona przede wszystkim rozwojowi taktyki piechoty francuskiej, na dość ogólnikowo zakreślonym tle piechoty pruskiej w tym okresie. Mimo trudnej i przestarzałej konstrukcji oraz archaicznego języka (Jean Colin był generałem armii francuskiej, książkę tę wydał ok. 1910 r. a w 1917 r. zginął na froncie bałkańskim) publikację warto kupić, ponieważ zajmuje się ona zagadnieniem praktycznie nieznanym w polskiej literaturze; skupia się przede wszystkim na kształtowaniu taktyki kolumnowej w okresie przedrewolucyjnym, czyli tym, co w epoce napoleońskiej pozwoliło armii francuskiej odnieść największe sukcesy.

Jean Colin: Piechota w XVIII w. Taktyka.

3 lutego 2012

Zapraszamy do zapoznania się z najaktualniejszym terminarzem imprez fryderycjańskich i napoleońskich w Polsce, Czechach i Niemczech. Z epoki napoleońskiej uwzględnione są tylko niektóre imprezy, odnoszące się do wydarzeń, w których brała udział armia pruska.
Kalendarz 2012 po polsku
Kalendär 2012, deutsch

24 stycznia 2012

Urodziny Króla minęły pod znakiem zimowej pogody. W piątek zebraliśmy się w kinie "Gdynia", aby obejrzeć film "DAAS", w którem nasza grupa statystowała. Sądząc z relacji obecnych, film się podobał. Po filmie część ekpiy udała się do "Fosy", aby przy piwie omówić zadania na dzień następny.

Sobota była głównym dniem imprezy. Zrealizowany przemarsz Witoszów-Burkatów. Pogoda dopisała - mimo, że było dość wietrznie, to niewielki mróz okazał się naszym sprzymierzeńcem utwardzając drogi. Z powodu pomylenia dróg oddział nieco pokluczył w lesie, ale i tak udało się bezbłędnie osiągnąć pomnik bitwy pod burkatowem, w pobliżu którego urządziliśmy ognisko. Ostatnio prosta, czyli droga przez pole do Burkatowa była najgorsza, nasilający się wiatr i spora śnieżyca obniżyła morale a wojsko ciężkim krokiem, ośnieżone i zmarznięte doczłapało do przystanku.

Po osuszeniu się i przebraniu, oddział plus osoby sympatyzujące z nami dokładnie o 19:14 przystąpił do uroczystej kolacji. Czego tam nie było ! A to tort z reksyną, a to bukiet sałatek, pruska gulaszzupa, siła ciast i napojów. Trzeszczące drewno w kominku, migoczące latarenki oraz dym tytoniowy z fajek tworzyły niepowtarzalny nastrój...

Plan marszowy na niedzielę był równie ambitny - z Wierzbnej przez Bagieniec do Świdnicy, z powodu nawet już nie silnego wiatru, tylko orkanu czy tajfunu przemarsz został zredukowany do trasy Wierzbna - Bagieniec. Obejrzeliśmy urocze pocysterskie ruiny w Wierzbnej, podziwialiśmy panoramę "Hungerlager", pałac na wodzie w Bagieńcu, by w końcu wylądować na miejscowym łowisku, gdzie zakończyliśmy imprezę.

zdjęcia: Herr Lieutenant, Corporal, Agnieszka.

14 stycznia 2012

Najbliższe projekcje filmu DAAS:
16 stycznia, godz. 19.00, Kędzierzyn Koźle, kino Chemik
18 stycznia, godz. 18.00 i 20.30, Opole, kino Studio MDK
20 - 22 stycznia, godz. 19.00, Świdnica, kino Gdynia

W filmie statystował regiment Alt Kreytzen.
a oto trailer: DAAS

12 stycznia 2012

Dowództwo stowarzyszenia "Der Dreispitz" informuje, że tradycyjna, lipcowa impreza w Desssau - Leopoldfest - nie odbędzie się. W zamian proponuje wzięcie udziału w festynie historycznym w Coswig / Anhalt.

10 stycznia 2012

We wtorek, 17 stycznia 2012 r w Kłodzku odbędzie się premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego "Twierdza Kłodzka", który powstał w ubiegłym roku w ośrodku Telewizji Polskiej we Wrocławiu. Udział w filmie wzięły liczne grupy historyczne z różnych epok.

7 stycznia 2012

W tym roku po raz pierwszy Marsz Noworoczny odbył się na polu bitwy pod Piławą. Zebraliśmy się na łące pod Spitzbergiem. Celem pierwszym było osiągniecie pomnika. Po drodze spotkaliśmy sporą grupkę myśliwych, którzy żywo się naszym oddziałem zainteresowali Po rozdaniu ulotek ruszyliśmy na pomnik. Trasa w kierunku Gilowa była dość uciążliwa za sprawą olbrzymiej kopalni kruszywa, która zjada masyw Rybaka i pole bitwy od strony wschodniej. Następny przystanek to sklep w Gilowie, gdzie niespodziewanie nawiązaliśmy ciekawą znajomość z miejscową "władzą". Ognisko wraz z posiłkiem urządziliśmy na obiekcie nieznanego przeznaczenia, wykonanym z kamienia, znajdującym się na najwyższym punkcie góry Zguba. Było około piętnastej, kiedy ruszyliśmy drogą powrotną w kierunku aut. Po przebyciu lasów, wzgórz, łąk, pół, błotnistych rowów, nasypów kolejowych, około 16.30 rozjechaliśmy się do domów.

Zebrało się nas siedem osób - pięciu żołnierzy, jeden woj słowiański i jeden rekrut. Pogoda nadzwyczaj dopisała, lekki wiatr i dodatnia temperatura sprawiły, że maszerowało się wyjątkowo przyjemnie. Życie utrudniała jedynie mokra gleba - a kilka dość długich odcinków trzeba było pokonać po prostu przez pola. Z zakończeniem zdążyliśmy idealnie - gdy doszliśmy do aut, zaczęło mżyć, a po pół godzinie rzucać grubym śniegiem z deszczem. Długość trasy wyniosła prawie równo 12 km. Droga nietrudna, poza kilkoma krótkimi, stromymi kawałkami. Okolica piękna, właściwie z każdej strony masywu Rybaka są znakomite miejsca na biwaki. W sumie trasa w sam raz na jeden dzień spaceru.

zdjęcia: Lieutenant, Corporal

1 stycznia 2012

Zapraszamy do zapoznania się z najaktualniejszym terminarzem imprez osiemnastowiecznych w Polsce, Czechach i Niemczech: terminarz 2012.












.